niedziela, 5 marca 2017

Nawet psychopaci mają słabe strony.


IMIĘ: Sythe
PSEUDONIM: - - -
PŁEĆ: Wadera.
WIEK: 4 lata.
DATA URODZENIA: 06.12
CHARAKTER: Sythe bywa czasem cyniczna i niezbyt miła, ale można to zmienić mając do niej odpowiednie podejście.
W rzeczywistości jest bardzo wrażliwa i łatwo ją zranić, co nie oznacza, że nie potrafi się bronić. Ona tylko udaje, że nie obchodzi jej niczyje zdanie, tylko udaje, że na wszelkie obelgi pozostaje niewzruszona.
Jej "zawieranie znajomości" przebiega dość prosto i według tego schematu - znaleźć cel, przywitać się, przyczepić się na dobre i nie odchodzić. Zyskasz wtedy towarzysza, ba, lojalnego kompana trudnych podróży oraz przyjaciela, którego twoje życie będzie cenniejsze od jego samego.
Często zachowuje się dziecinnie, co stara się ukrywać przed obcymi, ale nie zawsze jej wychodzi. Czasem zdarzy jej się kłamać i ciężko rozpoznać, kiedy to robi. Ot, taka nieszkodliwa kretynka udająca mądrą. Lub nie.
Kiedy się zakocha, może być problem, ponieważ ona nie ma "wybranka" ona ma "cel", a wszystko inne to "konkurencja".
GŁOS: Mad Hatter.
STANOWISKO: Wadera Alfa.
RODZINA: Siostry - Costa i Nerien.
PARTNER: Brak.
ZAUROCZENIE: Brak.
RASA: Wilk Duszy. Na to byś nie wpadł, co? Wcale nie wygląda.
MOCE:
- Jej siła woli jest dosyć... Wielka. Potrafi nią wytworzyć kolorowe (najczęściej jednak są zielone) "światła" czy też "kule energii", którymi uderza przeciwnika.
CIEKAWOSTKI:
- Czasem zdarza jej się "myśleć na głos".
- Można ją przyłapać na wdychaniu pyłków kwiatowych. Sythe ma takie małe uzależnienie. Ja też nie wiem czemu.
UMIEJĘTNOŚCI:
  • Siła: 10
  • Szybkość: 10
  • Wytrzymałość: 10
  • Efektywność mocy: 10
TOWARZYSZ: Brak.

niedziela, 25 grudnia 2016

*

Czy znajdzie się jeszcze ratunek dla WEN? Wchodzi tu ktoś, ktokolwiek?

środa, 9 listopada 2016

Od Shiroku na Halloween'owy Event

Halloween nadchodziło wielkimi krokami, a każdy członek watahy miał mnóstwo roboty.
Nawet ja postanowiłem jakoś im pomóc.
Robiłem to co potrafiłem najlepiej- polowałem.
Byłem na kilku takich wydarzeniach, niestety zawsze tylko po to, żeby wyrównać z kimś rachunki.
Ale mimo to wiedziałem to i owo o Halloweenowych imprezach.
Każdy przebierał się za potwory, wilki z legend, bogów, lub za to co chcieli.
Zazwyczaj były także konkursy na najlepsze przebranie i tutaj także nie mogło się bez niego obejść.
W wolnym czasie wilki pracowały nad swoimi strojami.
Tak właściwie, było to jedno z niewielu świąt które rozumiałem.
Przebieranie się za potwory, żeby się przed nimi ukryć.
Nie było to aż tak głupie jak sie wydawało.
Oczywiście aktualne obchody  Halloween całkowicie odbiegały od pierwotnych.
Kiedyś nikt nie pomyślałby o zabawie w Halloween, wszyscy przebierali i chowali się po jaskiniach.
Ale czasy także się zmieniły, potworów nie ma aż tylu jak wtedy i nie atakują tak często.
Rozmyślając nad aktualnym sensem tego święta trafiłem na polanę na której przesiadywały jelenie.
5- cio osobnikowe stado.
Przydałoby się upolować wszystkie od razu.
Przygotowałem się do skoku i rzuciłem na jednego z nich.
Ściąłem mu głowę i korzystając z chwilowego paraliżu stada rzuciłem się na drugiego, wbijając mu ostrze w brzuch. Pozostałe 3 zaczęły uciekać w popłochu. Przeturlałem się po grzbiecie najbliższego, przy okazji podżynając mu gardło.
W następnego rzuciłem bolą, przewracając go na ziemię.
Zostawiłem go na polanie i rzuciłem się w pościg za ostatnim.
Goniłem jelenia manewrując między drzewami.
Podbiegłem wystarczająco blisko i rzuciłem mu się na grzbiet.
Zaczął się trzepać, usiłując mnie z siebie zrzucić.
Wbiłem mu pazury w szyję i ściągnąłem go na ziemię.
Przycisnąłem go do podłoża czekając przestanie oddychać.
Następnie zaciągnąłem go na polanę do reszty zwierzyny.
Jeleń którego związałem bolą uderzył głową o kamień i się wykrwawił.
Przynajmniej jeden ułatwił mi polowanie.
Ale jak ja mam was teraz zabrać do watahy.
Związałem ich głowy bolą, chwyciłem kamień szczęką i zacząłem je ciągnąć.
5 jeleni naraz sporo waży.
- Pomóc ci?- usłyszałem po drodze głos Rize'a.
Puściłem kamień i powiedziałem- Jasne.
Odwiązałem mu dwa jelenie i zacząłem ciągnąć dalej.
Na miejscu zapytałem- Nie powinieneś przypadkiem pilnować przygotowań?.
- Właśnie to robię- odpowiedział- co to za bal bez jedzenia.
W sumie to miał rację.
Wzruszyłem barkami i ruszyłem spowrotem do lasu po kolejnie jelenie.
- Tyle  narazie wystarczy- powiedział- zrób sobie przerwę.
- Skoro tak mówisz- odpowiedziałem i poszedłem w stronę jaskini.
A może pomógłbym przy dekoracjach i tak przecież nie biore udziału w konkursie na kostium więc nie mam nic lepszego do roboty.
Ruszyłem w stronę sekcji z dekoracjami.
Spojrzałem na swoje pazury.
Przydałoby sie je umyć, raczej nie chcą plam prawdziwej krwi na dekoracjach.
Przechodząc obok ściany drzew  poczułem ohydny zapach zgniłego ciała, charakterystyczny dla rozkładającej sie padliny.
No i natów.
Ale ich na tym terenie nie ma.
Sam sprawdzałem.
Żadnego gniazda natów w pobliżu.
Na wszelki wypadek wszedłem do lasu w poszukiwaniu źródła zapachu.
W którymś momencie zapach poprostu zniknął.
Jakby za pomocą zaklęcia maskującego.
Albo to mój węch poprostu szwankował.
Przy okazji umyłem pazury w strumyku obok mnie i wróciłem do sekcji z dekoracjami.
Na miejscu zastałem Jack i Withella.
- Pomóc wam w czymś?- zapytałem.
- Jeśli nie masz lepszego zajęcia to możesz wyryć jakieś straszne minki w tych dyniach.- odpowiedział basior wskazując na dynie obok mnie.
Był dorosłym wilkiem a zachowywał się jak szczeniak.
A za to ja byłem zimnym mordercą.
Przynajmniej była jakaś równowaga.
- Jasne- odpowiedziałem.
Wyjąłem ostrze które uprzednio wyczyściłem i wziąłem pierwszą dynię. Zacząłem wycinać wzory podobne do tych , które widziałem na innych Halloweenowych imprezach.
Wciągnąłem się i nie wiedząc kiedy skończyły mi się dynie.
- Macie coś jeszcze do roboty? - zapytałem.
- Myślałam , że dłużej ci to zajmie- odpowiedziała Jack oglądając dynie- gdzie się tego nauczyłeś?.
- Wzory pamiętam z paru balów na których byłem, a wycinanie ich jest w jakimś stopniu podobnie do rozcinania mięsa- odpowiedziałem.
 Jack zrobiła zdziwioną minę.
No tak, zapomniałem że nie każdy porównuje wszystko do zabijania.
- Okeeej- odpowiedziała- narazie to tyle, jak będziesz miał chwilę to możesz podejść jutro.
Pokiwałem głową i ruszyłem do swojej jaskinii.
Na miejscu położyłem się i po chwili usnąłem.
Następnego dnia wstałem wyjątkowo późno, początkowo nie mogłem usnąć, martwił mnie ten zapach zgnilizny. A kiedy już wreszcie usnąłem, no cóż, obudziłem się w południe.
Odrazu po pobudce ruszyłem do Rize'a zapytać czy napewno starczy jedzenia.
- Jasne- odpowiedział Alfa- nie tylko ty polowałeś, chociaż nikt nie przyniósł tylu jeleni naraz.
Znowu ruszyłem do Withella i Jack.
- Pomóc wam w czymś?- zapytałem.
- Możesz mi pomóc to wciągnąć- powiedział Withell wskazując na płachtę zrobioną ze skóry jeleni.
- Co chcecie z tym zrobić?.
- Powiesimy na tym jakieś dynie czy coś, oświetlimy jakoś i będzie idealna dekoracja- odpowiedziała Jack.
Przytaknąłem i złapałem w zęby jeden koniec sznurka i razem z Withellem wciągneliśmy płachtę.
- Jeszcze kawałek- powiedziała Jack- idealnie.
Zawiązaliśmy sznur wokół drzew.
- Coś jeszcze? - zapytałem.
- Przydałoby się coś na co moglibyśmy nabić pare dyń i powiesić je na gałęziach- odpowiedziała wadera.
- Np. Poroża?.
- W sumie nadadzą sie, gdybyś mógł nam pare przynieść.
- Jasne.
Ruszyłem w miejsce w którym wczoraj zostawiłem jelenie.
Wyciągnąłem ostrze i uciąłem poroże przy samej głowie.
Poszło w miare łatwo.
Zrobiłem to samo z kolejnymi dwoma.
3 raczej powinny im wystarczyć.
Związałem je bolą i w pysku zaniosłem do Jack i Withella.
- Wielkie dzięki- odpowiedziała wadera - Narazie to tyle, jak coś to będziemy cię szukać.
Przytaknąłem i ruszyłem wykąpać się w jeziorze.
Z braku zajęcia.
No i w sumie przydałoby się zmyć plamy krwi po wczorajszym polowaniu.
Że nie pomyślałem o tym odrazu.
Niestety zdążyły już zaschnąć, przez co kąpiel zajęła mi więcej niż się spodziewałem.
Kiedy już wyszedłem z jeziora poszedłem się przebiec.
Kiedy wróciłem do jaskinii słońce zdążyło już zajść, a ja położyłem się spać.
Ani śladu zapachu zgnilizny, może tylko mi się wydawało?.
Nareszcie nadszedł dzień na który wszyscy czekali.
Halloween.
Kiedy wyszedłem z jaskini moim oczom ukazały się wilki pod różnorodnymi przebraniami.
Wampiry, duchy, bogowie.
I...
Chwila.
Czy Withell przebrał się za przerośniętą wiewiórkę?.
Nigdy nie zrozumiem co z nim jest nie tak.
Kantem oka ujrzałem wilka przebranego za nata.
Wyglądał bardzo realistycznie.
Najwidoczniej poprostu ktoś tu miał talent jeśli chodzi o przebrania.
Razem z tłumem ruszyłem na polanę na której miał odbyć się bal.
Dziwne się czułem, jako jedyny nie byłem przebrany.
- A ty czemu nie w kostiumie?- z rozmyślań wyrwała mnie Jack.
Spojrzałem na nią.
Przebrała się za wampira.
- Nie przebieram się- odpowiedziałem- lubię to święto, ale nie przepadam za przebieraniem się za kogokolwiek.
- Jak uważasz- odpowiedziała- chodźmy może coś zjeść.
- Jasne.
Ruszyłem za nią rozglądając się dookoła.
Jedyny nat w pobliżu to przebrany wilk.
Spojrzałem na jelenia bez poroży.
- Swoją drogą, bardzo ładnie wyszły wam dekoracje- pochwaliłem Jack.
- Bez twojej pomocy nie wyrobilibyśmy się ze wszystkim- odpowiedziała- ale tak, wyszły genialnie.
Razem z waderą korzystaliśmy z zabaw dostępnych na balu.
A raczej ona korzystała, ja tylko się przyglądałem.
W którymś momencie przebrany za nata wilk zaatakował jakiegoś basiora.
Nie poznawałem go, może przyszedł tu z jakiejś innej watahy?.
Tak czy inaczej , wilk zaśmiał się i zignorował atak drugiego.
Coraz mniej podobało mi się to co się tutaj dzieje.
Najpierw zapach zgnilizny z lasu, teraz przebrany za nata wilk atakuje innego.
Coś było tu nie tak.
W końcu nadeszła chwila rozdania nagród za kostium.
Jak wszyscy się spodziewali, wygrał nat.
W momencie w którym Rize miał dać mu nagrodę, z lasu wyszła spora grupa natów.
Wszyscy zaczęli w panice latać wokół.
Podbiegłem do Alfy.
- Zwołaj ich wszystkich w bezpieczne miejsce- zaproponowałem- musimy się schować.
Rize przytaknął i razem z resztą watahy pobiegł do najbezpieczniejszej jaskinii.
W środku siedzieliśmy i czekaliśmy, aż naty nas znajdą.
- Trzeba coś zrobić, znajdą nas i zabiją- powiedział Rize- Shiroku, ty znasz się na potworach, co poza kołkiem z białego dębu może powstrzymać naty?.
- Nic- odpowiedziałem.
Usłyszałem zawiedzone i równocześnie przerażone głosy innych członków watahy.
Ale basior  miał rację, jeśli nic nie zrobimy znajdą nas i zabiją.
W oddali usłyszałem naszych przyszłych morderców.
Uciszyłem innych członków watahy.
- Naty polują głównie na ranne stworzenia - powiedziałem wyciągając ostrze- zwabię je i odciągne jak najdalej, ich zmysły nie pozwolą im znaleść was po raz kolejny.
Nie czekając na protesty innych członków naciąłem sobie przednią łapę.
Krew zaczęła z niej płynąć a ja powiedziałem- czekajcie tu jak najdłużej, kiedy uzna Rize, wyjdzcie.
Pobiegłem w stronę natów wabiąc je do siebie.
Za sobą usłyszałem krzyki Alfy.
Kiedy usłyszałem je za sobą rzuciłem się w stronę lasu.
Biegłem jak najszybciej mogłem.
Kiedy odbiegłem wystarczająco daleko , zatrzymałem się i wyciągnąłem ostrze.
- Nie zmienicie mnie w jednego z was- powiedziałem kiedy zobaczyłem wielką grupę natów za drzewami.
Już miałem wbijać sobie ostrze w serce , kiedy zobaczyłem wybiegającą z lasu Jack.
- Co ty tu robisz?!- krzyknąłem- chcesz umrzeć?!.
- Nie- odpowiedziała- chcę pomóc ci uciec.
Wyleczyła moją ranę na łapie.
Teraz juz mnie nie wywąchacie.
Bez słów razem z Jack rzuciłem się w las obok natów.
Niestety napastnicy widzieli w którą stronę pobiegliśmy i ruszyli za nami.
Słysząc ich oddech za nami zdałem sobie sprawę z tego, że nie damy rady im uciec.
- Biegnij dalej- powiedziałem do Jack- dogonie cie.
Kiedy wadera próbowała się zatrzymać, popchnąłem ją do przodu i wyciągnąłem ostrze.
Zacząłem pośpiesznie ścinać pobliskie drzewo.
Przed sobą zobaczyłem biegnące naty.
Kiedy pierwszy z nich rzucił się na mnie, ściąłem drzewo, które spadło na niego i zablokowało drogę reszty.
Wykorzystując daną mi chwilę zacząłem uciekać.
Zdołałem je jakimś cudem zgubić i wrócić do watahy.
- Co wy sobie myśleliście?!- powiedział wzburzony Rize- bez żadnego pozwolenia uciekacie sobie w stronę natów.
- Ale dzięki nam przeżyliśmy!- krzyknęła Jack.
- On ma rację- powiedziałem- gdyby nam się nie udało wszyscy by umarli.
Spojrzałem na Alfę.
- Jeśli chcesz, ukarz mnie- powiedziałem do niego- ale ona nic nie zrobiła.
Basior spojrzał na nas i westchnął.
- Nie mogę ukarać kogoś kto uratował naszą watahę- powiedział- zostawmy to na potem, a teraz dokończmy bal.
Na szczęście wszystko skończyło się dobrze.
- Dziękuje- powiedziałem do Jack- uratowałaś mi życie.
- Nie ma za co- odpowiedziała- uratowałeś życie całej watahy, to my powinniśmy dziękować tobie.

sobota, 5 listopada 2016

Od Shiroku CD Jack

- Więc co?- zapytałem waderę.
- Co robimy teraz?- odpowiedziała kolejnym pytaniem.
- Możemy się gdzieś przejść jeśli chcesz- powiedziałem- tylko wybierz jakieś miejsce, nie znam tych terenów.
- Chodźmy poprostu przed siebie- powiedziała.
Pokiwałem i ruszyłem za waderą.
Mijaliśmy kolejne drzewa i żadne z nas nie mogło znaleść tematu do rozmowy
W panującej ciszy usłyszałem nawet wiewiórkę w krzakach.
Ale chwila. Wiewiórki nie były aż tak głośne.
Cały czas idąc przed siebie nasłuchiwałem.
Usłyszałem kolejny szelest, tym razem z drugiej strony.
- Mamy mały problem- wyszeptałem do Jack.
Spojrzała na mnie pytająco.
- Idź dalej i nie rozglądaj sie, załatwie ich sam, schow się gdzieś kiedy wyjdą.
Kolejny szelest.
2  napastników.
- Wyjdzcie z tych krzaków tchórze- pomyślałem.
Cały czas idąc przed siebie nasłuchiwałem.
Byli coraz bliżej.
Kiedy podeszli wystarczająco blisko rzuciłem w jednego ostrzem.
Usłyszałem pisk wilka.
Z krzaków po drugiej stronie wyskoczył kolejny.
Napastnik rzucił się na mnie, a ja pozbawiony ostrza byłem zmuszony do walki pazurami.
Uskoczyłem w bok unikając jego natarcia i zaatakowałem go.
Wbiłem mu pazury w prawą łapę, a ten odrzucił mnie z siłą tak wielką, że uderzyłem o drzewo.
Nareszcie ktoś z kim mogłem walczyć dłużej niż pare sekund.
Szybko rozejrzałem sie w poszukiwaniu Jack.
Stała schowana za drzewem.
Westchnąłem z ulgą i spowrotem spojrzałem w stronę wroga.
Dopiero teraz zwróciłem uwagę na to , jak dobrze był zbudowany.
Nie miałem szans w walce z bliska.
Rozejrzałem się w poszukiwaniu jakiejś broni.
Moje ostrze leżało w krzakach za nim.
Mam przynajmniej nadzieję, że tamten wilk umarł.
Podszedłem do wilka i poczekałem aż wyprowadzi atak.
Chwilę mu to zajęło, ale gdybym nie rzucił się w bok mało co by ze mnie zostało.
Nigdy nie widziałem aż tak silnego wilka.
Basior wylądował dość daleko od miejsca z którego wyprowadzał atak.
Nie potrafił się zatrzymać.
Stanąłem między nim a drzewem i czekałem na kolejny atak.
Gdy ten nastąpił, rzuciłem się w stronę mojego ostrza, a wilk uderzył łapą w drzewo
Tak jak myślałem utknęła w nim.
Szybko sięgnąłem po broń i wykorzystując daną mi okazje wbiłem ją w szyję basiora.
Ten w amoku wyrwał łapę z drzewa i niespodziewanie uderzył mnie w prawy bok.
- Jakim cudem ty to przeżyłeś?- pomyślałem.
Chwila moment.
Żaden normalny wilk nie może być aż tak silny.
On był mutantem.
Ale przecież wszystkie już dawno wyginęły.
Chyba że...
Niemożliwe.
Ostatnią osobę która potrafiła stworzyć mutanta sam zabiłem.
Chyba ostatnią.
Z rozmyślań wyrwał mnie kolejny atak basiora.
W ostatniej chwili odskoczyłem.
Zauważyłem moje ostrze w jego szyi.
Wbiło się dość głęboko.
Gdyby tylko je teraz przeciągnąć w stronę czaszki.
Bez dłuższego czekania rzuciłem się do swojej broni, łapiąc ją i lądując na grzbiecie wroga.
Ten zaczął  rzucać się we wszystkie strony usiłując mnie zrzucić.
Ostrze raz po raz przesuwało się po jego skórze, a krew tryskała dookoła.
Zwierze w końcu bezwładnie padło na ziemię.
Złapałem się za prawy bok starając się zatamować krwotok wywołany uderzeniami pazurów wilka.
Po chwili zabujałem się i sam padłem obok niego tracąc przytomność.

<Jack?>

czwartek, 3 listopada 2016

Od Jacka CD Shiroku

W sumie to od początku była nastawiona na to, iż to właśnie on powali tę zwierzynę. Krew z futra dość ciężko wylizać. Mimo tego moja próba mogła zakończyć się niepowodzeniem. Jak i nie pierwszym. Dość często natykałam się na szczątki niedojedzonych zwierząt, te okaleczone czy chore na tyle, aby nie być w stanie się poruszać. Każdy musi sobie w jakiś sposób poradzić, czyż nie?
- Zapamiętam, mimo tego, wyjątkowo dobrze mi poszło - Zarzuciłam żartobliwie, po raz kolejny
Jak i w tym przypadku zignorował mój marny kawał, wracając do przyglądania się naturze wokół.
Ciepłe mięso w łatwy sposób rozrywało się na drobniejsze kawałki, ogrzewając mój żołądek. Od dawna nie jadłam czegoś tak świeżego. Jak już zdążyłam wspomnieć. Żeruję na zdobyczach innych, wcale jednak mi to nie przeszkadza.
- Wyglądasz jakbyś nie jadła nic od kilku dni - dodał spoglądając na mnie pół okiem
Delikatnie wynurzając wzrok z posiłku, wymamrotałam kilka słów:
- Jem więcej, aby mieć na dłużej
- To też czemu?
- Mniej polowania!
- Huh...
- I więcej odpoczynku!
- Um...
- TAKK
- ...?
Zakańczając wypowiedź wyraźnie widać było zdziwienie na pysku basiora. Po części nie miałam w zamiarze spłoszyć towarzysza, jednak nie jestem w stanie monotonnie powstrzymywać w sobie zbędny entuzjazm.
Kiedy zakończyłam konsumowanie, instynktownie zaczęłam oblizywać krańce pyska, aby to pozbyć się nadmiaru krwi. Słodka. Zdecydowanie temu przypadła wilkom do gustu.
- Więc? - zapałam drapiąc się za uchem tylną łapą

<Shiroku?>

Od Lumy

Od dłuższego czasu siedziałam cicho w krzakach. Czujnym wzrokiem przeczesywałam kołyszące się leniwie trawy. Już upatrzyłam swój cel. Lekki podmuch wiatru uderzył mi prosto w nos, więc nie było mowy, żeby szarak mnie zwęszył. Za to ja mogłam bez problem wyczuć jego apetyczny zapach. Uśmichnęłam się praktycznie niewidocznie. Mój przyszły posiłek tak beztrosko podgryzał trawę i korzonki, kręcąc przy tym zabawnie ogonkiem. Taką białą, puchatą kuleczką. Raz w prawo, dwa razy w lewo, i znowu w prawo...
Powoli przesuwałam się w jego kierunku nie chcąc go spłoszyć. Może i byłam szybka i zwrotna, jednak moja kondycja pozostawiała wiele do życzenia. Wiedziałam, że jeżeli zacznę pościg za wcześnie, to zając zdąrzy mi uciec, gdyż nie będę w stanie biec za nim długo. Jeszcze kilka kroków, malutkich wystarczyło bym mogła zaatakować. Już spięłam wszystkie mięśnie, szykowałam sie do skoku gdy nagle szarak zastrzygł uszami i w paru szybkich susach zwiał w przeciwnym kierunku. A ja? Stałam tak przyczajona i nieruchomo, nie wiedząc co się właściwie stało. Szybko jednak zrozumiałam. Jakiś burak postanowił, że wlezie ostentacyjnie jak pan oraz władca i przeszkodzi mi w polowaniu. Zacisnęłam mocno szczęki i ostatkiem sił powstrzymałam się od rzucenia na niego. Basior był sporo większy ode mnie i gdybym zechciała go zaatakować mogłoby to się dla mnie różnie skończyć. Może jestem odważna i porywcza, ale nie jestem samobójcą. Lubię swoje życie. Wiedziałam jednak, że nie podaruję sobie kilku niewinnych uszczypliwości. W końcu to jego zasługa, że moja kolacja mi uciekła.
-Wystraszyłeś moją kolację. Przez Ciebie znowu będę głodna-warknęłam niezbyt uprzejmo.
-Tego chuderlawego zająca nazywasz posiłkiem? Aż dziw, że Cię z nim nie pomyliłem. Jesteś praktycznie takiej samej wielkości-nie wierzyłam w to co usłyszałam. Owszem. Jestem niewielka, ale to nie jest powód by od razu porównywać mnie do przekąski!
Basior patrzył na mnie z góry. Dosłownie i w przenośni. Owszem był większy, dużo większy ode mnie więc nie dziwiłam się, że górował nade mną. Ale ten jego gardzący wzrok? Prychnęłam pod nosem. Że niby uważa się za kogoś lepszego ode mnie? Wolne żarty. Może być sobie nawet władcą świata i okolicy. Ja wiedziałam, że nie dam się tak łatwo.
-Odezwał się ten duży-mruknęłam pod nosem i zmrużyłam lekko ślepka. W głowie kiełkował mi już plan.
-Zastanawiam się tylko co jest większe, Ty czy Twoje ego?-spytałam słodkim głosikiem. Oczywiście nie dało się nie wyczuć złośliwego tonu w moim głosie. Nawet głuchy by go usłyszał. A mi właśnie włączył sie tryb ciętych ripost i pyskatej paszczy. No bo kto mi zabroni? No na pewno nie on!

<Eternal? Tak jak obiecałam ;3>

środa, 2 listopada 2016

"Przeszłość nie jest krainą, którą tak łatwo można opuścić"


IMIĘ: Luma
PSEUDONIM: Wołaj na mnie jak chcesz. Jeśli mi się nie spodoba sposób w jaki mnie nazywasz, to po prostu Cię zignoruję. Wiedz jednak, że na ksywkę Lulu mam reakcję aleregiczną
PŁEĆ: Wadera.
WIEK: Nie pyta się o wiek wader, ale jeśli musisz wiedzieć to 2,5 burzliwej wiosny
DATA URODZENIA: 13.05
CHARAKTER: Jest ze mnie małe, wredne stworzonko. Bywam opryskliwa i złośliwa. Uwielbiam bawić się i psocić. Wybuchowa, uparta, mściwa. Mimo to, potrafię odróżnić sprawy prywatne od "zawodowych". Mimo urazu do kogoś, zawsze mu pomogę, wyleczę, doradzę. W końcu "po pierwsze nie szkodzić". Mam wielkie serducho i nie potrafię zostawić kogoś w potrzebie. Rewelacyjny ze mnie słuchacz. Łatwo mnie obrazić. Pamiętaj. Wybaczam, ale nie zapominam. Kocham "wyciągać stare brudy" w najmniej spodziewanym momencie. Jestem niezwykle pewna siebie. I nawet jak nie mam racji, a zazwyczaj ją mam, nie przyznam się do tego. Będę szła w zaparte. Wbrew pozorom uwielbiam porządek. Swojego ogona używam jako miotełki do kurzu. A tak naprawdę? W głębi duszy boję się nawet własnego cienia. W końcu tak małej wilczycy jak ja nie jest łatwo w świecie. Niezwykle delikatna i wrażliwa. Niezbyt lubię poznawać nowe wilki. Bardzo ciężko zdobyć moje zaufanie. Boje się, że moje już i tak w nie najlepszym stanie, pocerowane i połatane serduszko, zostanie ponownie podeptane i zmieszane z błotem. Poza tym. Im więcej masz "znajomych" tym większe prawdopodobieństwo, że będziesz cierpieć. W końcu świat nie jest sprawiedliwy. Tego akurat zdążyłam przekonać się na własnej skórze. Jestem bardzo nieufna, dlatego wiele opowiadań na mój temat, które głoszę (z resztą nie tylko ja) są wyssane z pazura. Jeśli kiedykolwiek usłyszysz, że wielka, żółta, krwiożercza bestia, zabijająca wzrokiem grasuje w okolicy, to jest ogromne prawdopodobieństwo, że jestem to ja. A że prawdziwy jest tylko kolor mojego futerka, nie ma nic do rzeczy. Bo w końcu nigdy nie wiadomo, co ktoś może wykorzystać przeciwko Tobie. Informacja to bardzo cenna rzecz. Im mniej ktoś wie, tym lepiej. A cóż to się stało, że jestem taka a nie inna? Po prostu życie mnie tego nauczyło. W moim przypadku bardzo dobrze sprawdza się powiedzonko, że zwierzę zapędzone w kozi róg, zawsze będzie atakowało.
GŁOS: Chlöe Howl Rumour
STANOWISKO: szaman
RODZINA: No mamusię miałam. Vallie jej było. Tatuś także był. Dumne wilcze imię, Acer. Oprócz tego pałętało się koło mnie zawsze takie gówniarstwo, Fotia, ale ja zawsze wołałam Fąfel.
PARTNER: Kpisz czy o drogę pytasz?
ZAUROCZENIE: Moje boskie mua?
RASA: Oczywiście najlepszy. Jak trzasnę piorunem to konkretnie. Ale żeby nie było. Elektryczność.
MOCE: Jak na porządnego wilka elektrycznego świetnie władam piorunami i elektrycznością. Wyładowania to mój żywioł. Gdy się zezłoszczę zarówno moja sierść jak i sierść innych w promieniu 10 metrów staje dęba. Zdarza się, że z czystej złośliwości wytwarzam pole elektryczne wokół jakiegoś wilka. Wtedy oprócz tego, że stanie się niezwykle "puchaty", to wszystkich kogo dotknie będzie kopał prąd. A wiesz, że ludzie jednak są mądrzy? To właśnie dzięki nim odkryłam, że w każdym z nas występują tzw komórki nerwowe. A między nimi co jest przesyłane? Dokładnie. Impulsy elektryczne. A ja nauczyłam się je kontrolować. Dzięki temu mogę "lokalizować" chorą lub niesprawną część ciała, a nawet czasem przy odrobinie dobrej woli (z mojej strony oczywiście) uleczyć. Potrafię również wyczuć energię każdej żywej istoty. Jednak po co się tym wszystkim chwalić? Im mniej o mniej wiesz, tym mam większą przewagę nad Tobą. Mała, żółta, elektryczna kulka władająca błyskawicami. Tyle powinno Ci do szczęścia wystarczyć.
CIEKAWOSTKI:
 ~Mam uczulenie na kwiaty i kurz. Właśnie z tego powodu cenię sobie czystość i ład
~Jako typ elektryczny szczególnie nie przepadam za "ziemnymi" wilkami. Objawem mojej niechęci najczęściej jest złośliwość i uszczypliwość
~Przez pewien czas mieszkałam blisko ludzi. A dokładniej szalonej pani naukowiec. To właśnie dzięki niej dowiedziałam się wielu przydatnych informacji
UMIEJĘTNOŚCI:

  • Siła: 5
  • Szybkość: 20
  • Wytrzymałość: 5
  • Efektywność mocy: 10

TOWARZYSZ: Towarzysz? A po co mi coś takiego? Puchate kicusie czy inne misie pysie przecież się zjada...

wtorek, 1 listopada 2016

"Piekło nie istnieje. Piekło to tylko życiowe trudności, z którymi przychodzi nam się zmierzyć."


IMIĘ: Eternal
PSEUDONIM: Nie ma pseudonimu. Po co mu, jeśli nie ma się kto do niego tak zwracać?
PŁEĆ: Basior.
WIEK: 6 lat.
DATA URODZENIA: 31.10
CHARAKTER: Jaki jest Eternal? To ktoś kto dowiaduje się o wszystkim jako pierwszy. Ktoś kto będzie wiedział o Tobie wszystko choć widzicie się po raz pierwszy. To mistrz w zdobywaniu wszelkich informacji i ktoś kto jest w tym równie dyskretny co podmuch wiatru. Eternal'a ciężko jest spotkać, szukać go nie warto, pewnie wpadniecie na siebie w najmniej oczekiwanym momencie, wystarczy być cierpliwym. Cechuje go stoicki spokój. Na ogół wszystkich traktuje jednakowo podle, jednak czasem można doświadczyć przebłysku jego sympatii. Eternal to urodzony kanciarz. Kłamca. Oszust. Zdrajca. Intrygant i on sam jeden wie co jeszcze. Patrzy na wszystkich z góry i na pewno wielu uznałoby go za zadumanego w sobie. Nie przywiązuje się do niczego. Raczej nie jest trudno się z nim dogadać, jest dość bezpośredni. Na Eternal'a jak na każdego jest sposób, do niego po prostu trzeba mieć podejście. Wielu twierdzi, że jest niestabilny emocjonalnie. No, ale cóż... Jak inaczej nazwać wilka, który wiecznie zachowuje się jak podstępna gnida?
GŁOS: Bad blood.
STANOWISKO: Oddział gamma.
RODZINA: Stanie się coś złego, jeśli napiszę, że ich wypatroszył?
PARTNER: -
ZAUROCZENIE: -
RASA: Spójrz na niego. Co widzisz? Coś spokrewnionego z najgorszymi demonami tego świata. Pomiot nocy. Takiej też rasy jest mój Eternal - Wilk Nocy.
MOCE:
> Eternal potrafi sprawić, aby wokół niego pojawiła się gęsta, żrąca, ciemna mgła.
> Przy odpowiedniej motywacji umie "wyczarować" ostre solne słupy wychodzące z ziemi. "Król Soli", tsa...
CIEKAWOSTKI:
> Jego rodzice go katowali uważając go za pomiot burzy i mroku, co jest oczywiście nieprawdą. Raczej.
> Wbrew wszystkiemu interesuje się... Roślinami. W jego jaskini znajdziesz pełno donic w rozmaitymi kwiatami, najczęściej to coś z rodzaju muchołówek.
UMIEJĘTNOŚCI:

  • Siła: 10
  • Szybkość: 10
  • Wytrzymałość: 10
  • Efektywność mocy: 10

TOWARZYSZ: -